Scale Model World to jedna z największych imprez modelarskich odbywających się w Europie, organizuje ją brytyjski oddział IPMS. Od dawna śledziłem relacje z Telford, które pojawiały się w Internecie i zastanawiałem się, jakby się tam wybrać. Niestety podróż samolotem to ogromne ograniczenie dotyczące możliwości zabrania modeli. W bagaż podręczny nie da rady wiele spakować, a transport w lukach jest niezwykle ryzykowny. Bardzo ucieszyła mnie informacja, że koledzy z IPMS Świdnica organizują wycieczkę autokarową i decyzję podjąłem natychmiast.
W czwartek rano, 11 listopada zebrała się w Świdnicy grupa modelarzy z różnych stron kraju. Zapakowaliśmy bagaże oraz modele do autokaru i ruszyliśmy. Męczącą, wielogodzinną podróż umilaliśmy sobie rozmowami na tematy modelarskie i nie tylko, i tak w piątek około południa dotarliśmy do Muzeum w Cosford, które znajduje się kilkanaście mil od celu naszej podróży. Trzy godziny oglądaliśmy znajdujące się tam eksponaty, wśród których były takie klasyki jak Spitfire, Hurricane, Mustang, Messerschmitt, ale również maszyny mniej popularne - TSR2, prototypy brytyjskie i wiele innych ciekawych samolotów.
Kolejne dwa dni to czysta radość związana z możliwością uczestniczenia w Scale Model World. Niestety jeden z kolegów nie mógł wystawić modelu, gdyż został on zniszczony podczas kontroli, jaką przeprowadzili francuscy celnicy. Byliśmy niemile zaskoczeni jak nas potraktowali, mimo że już od dawna Polska jest członkiem Unii Europejskiej. Na szczęście reszta modeli dotarła w stanie nienaruszonym i została wystawiona na konkursowych stołach. Przyjmowanie skończyło się o godzinie 11:30, a już ok. 16 wszystkie klasy były ocenione. Przy wyróżnionych modelach znajdowały się karteczki informujące o przyznanym medalu lub wyróżnieniu. Możemy pochwalić się sporym sukcesem, gdyż część medali i pucharów trafiła w nasze ręce. Martwił się tym jedynie odczytujący wyniki sekretarz IPMS UK, który łamał sobie język na niewymawialnych dla Anglika nazwiskach, jak m.in. Damian Piekarczyk, Szymon Grzywocz, Arek Walerowicz czy Mietek Pietrucha.
W hali konkursowej znajdowała się makieta Spitfire i inne atrakcje, ale prawdziwy raj to dwie kolejne ogromne hale. Nie można ich nawet porównać do giełd na naszych konkursach. Stoiska mieli producenci modelarscy, wydawcy pism oraz kluby. Były tam modele plastikowe nowe, stare, żywiczne, akcesoria, kalkomanie, narzędzia, materiały, książki - jednym słowem wszystko. Widziałem rzeczy, o których nie miałem nawet pojęcia, że są produkowane. A wszystko to wyeksponowane w niezwykle atrakcyjny sposób. Przykładowo części stanowiące konwersje żywiczne można było obejrzeć na odpowiednich planszach, a obok znajdował się wykonany z nich model. Nie dość tego prezentujący je wystawcy niezwykle chętnie rozmawiali na temat swoich produktów, które oczywiście można było od razu zakupić.
Firmy oferujące aerografy umożliwiły potencjalnym kupcom możliwość spróbowania swoich wyrobów - były one podłączone do pracujących sprężarek, miały farbę i na karteczce można było sobie malować esy-floresy.
Mocno zaangażowała się firma Airfix, która poza stoiskiem pokazującym wypraski nowości oraz wznowiony magazyn, zorganizowała miejsce, w którym dzieci mogły kleić udostępnione za darmo modele. Wśród tych malców z wypiekami na twarzach lepiących i malujących modeliki, na pewno znajdują się przyszli modelarze najwyższej klasy.
Poza tym na stołach prezentowały się kluby i różnego rodzaju grupy zainteresowań, jak np. fani samolotów wyścigowych, pasażerskich, wodnopłatów, samochodów wyścigowych itp. Ilość modeli była nieprawdopodobna, wykonane były co prawda na różnym poziomie, ale sam widok stojących obok siebie siedmiu zbudowanych modeli F-4 w skali 1/32 otoczonych kilkudziesięcioma Phantomami w różnych skalach robił wrażenie. Oczywiście zdarzały się też perełki w postaci modeli konkursowych na najwyższym poziomie z poprzednich edycji imprezy. Na niektórych stoiskach modelarze poza rozmowami ze zwiedzającymi w wolnych chwilach… budowali modele!
Obejrzeć to wszystko w ciągu dwu dni było trudno, a co dopiero opisać. To po prostu trzeba zobaczyć, chociaż raz. Na pewno z różnych względów nie jest to impreza, w której mogę brać udział co roku, ale cieszę się, że byłem w Telford. W drodze powrotnej wymienialiśmy nasze spostrzeżenia i obserwacje, wszyscy byli pod wrażeniem.
W podsumowaniu warto zwrócić uwagę na charakter SMW, czyli imprezy mającej na celu przede wszystkim dobrą zabawę, możliwość zaprezentowania swoich osiągnięć, nawiązania kontaktów, a więc spotkania modelarzy w najszerszym tego słowa znaczeniu. Rywalizacja nie jest tu najważniejsza, konkurs nie wyróżniał się na tle dużych imprez w Czechach czy w Mosonmagyarovar. Na pewno jednak warto zwrócić uwagę na fakt, że w przewadze ilościowej i jakościowej były klasy lotnicze, natomiast klasy pojazdów pancernych czy figurek, niepodzielnie panujące w naszym kraju, były znacznie mniej popularne.
Maciek Żywczyk
MUZEUM
KONKURS
WYSTAWA





